29 grudnia 2012

spotkanie po końcu świata - fotorelacja :D

22 grudnia mialam okazję uczestniczyć na spotkaniu blogerek po końcu świata w Chrzanowie. Spotkanie odbyło się w bajecznej kawiarni Fragola, która dziwnym trafem świeci pustkami, choć menu i wystrój są naprawdę imponujące, polecam każdemu kto zamieszkuje okolice Chrzanowa tą małą przytulną kawiarenkę na nowym deptaku – klimat ma nieziemski. Spotkanie odbyło się dzięki małemu małpiszonowi, mowa tu oczywiście Kadik Babik :D Mimo, że nie wszystkie się znałyśmy, nic nam nie stanęło  na drodze aby ta wiedzę o sobie pogłębić, a największym pogłębiaczem podczas tego wieczoru był przeraźliwy śmiech kilku dziewczyn :D  Nie mogę wyobrazić sobie bardziej idealnego spotkania, byłam na kilku ale to przebija je wszystkie na wskroś ;) 
Jago!
Grempik
Animru
Cacynka
LondonBlonde
Kadik Babik i Nataszkowiec Babik

Jak widać na zdjęciach, dostałyśmy także kilka upominków od firm, za które serdecznie dziękujemy. Po świetnie spędzonym czasie we Fragoli przeniosłyśmy naszą imprezę do knajpki Linda i tak zostałyśmy już do końca delektując się zimnym piwnym, bądź mohito tak jak w moim wypadku :D Spotkanie było jednym wielkim ciągłym śmiechem, miałam wrażenie że jestem już od niego pijana, większość dziewczyn z tego grona znam od bardzo dawna, niektóre poznałam dopiero na spotkaniu i rozmowom nie było końca ;) Dziewczynki, do następnego końca świata! :D
Karpiki na święta :D

Zdjęcia robił nam mąż Cacynki Pan Cacyk Dominik, który dopiero co założył swojego fanpejżdza, więc dajcie mu trochę więcej sławyyyy…! Zapraszam tu do niego :D

20 grudnia 2012

Mikołaje nadchodzą :D

Coraz bliżej święta i coraz więcej kurierów pukających do moich drzwi ;) Atmosfera robi się naprawdę gorąca! Jak myślę każda kobieta uwielbiam paczki niespodziewajki! Ta chwila zastanowienia co kryje to szare pudło zawsze okraszona jest chwilą euforii :) Z pewnością to bardzo przyjemne uczucie. Gwiazdka coraz bliżej, jesteście już do niej przygotowani? Jak u was wygląda kwestia obdarowywania bliskich? U mnie nie celebruje się tradycji dawania sobie nawzajem prezentów i nie przywiązuje do tego wagi, owszem – o małych domowych osobnikach nie zapominamy :) Ja od pewnego czasu uwielbiam święta, kiedyś nie, kiedyś był to okropnie przykry obowiązek, wszystko musiało być zrobione na tip-top, pretensje że ciasto jeszcze nie zrobione, że pod łóżkiem zawinął się jeden farfocel, ale przecież nie o to chodzi w świętach, teraz czuje je całkiem inaczej, w świętach chodzi o to by być razem i by tworzyć wszystko razem, lepić razem uszka, przygotowywać razem w śmiechu z i z piosenką All I want for christmas w głośnikach A u Was jak to wygląda dziewczyny? Jak przeżywacie te kilka dni w roku? :) A teraz pochwalę się moimi Mikołajami :D
Pyszny olejek o niebanalnym zapachu! Świąteczny przysmak, od mydlarnii chocobath :)
Balsam od Fake Bake, jest niesamowity!
A teraz będzie szał biżuteryjny od glitter!
prezenty od mydlarni Jaśmin :D 
moje nowe dziecko!Żeby nie  było, w tym wypadku byłam sama swoim Mikołajem :D
Kolejna rzecz na mojej chciej-liście czyli Ipod nano - jako że te nowe smartfony mają naprawdę kiepskie baterie i po kilku godzinach intensywnego używania plus jeszcze słuchania muzyki po prostu padają to taki sprzęcik byłby wybawieniem :D Podejrzewam że tutaj też będę musiała być sama swoim Mikołajem :D 

18 grudnia 2012

Drive fast, I can almost taste it now

Wczoraj pisałam o swojej diecie, diecie która pozwoliła mi doprowadzić swojej ciało do stanu używalności, ale także do stanu w którym rozmiar 36/38 przestanie być dla mnie nieosiągalny. Wcześniej nie chciałam dodawać tutaj żadnych outfitów, żadnych setów w którym musiałabym się obnażyć, obnażyć swój wstyd osoby z nadwagą. Dieta nie dość, że pozwoliła poczuć mi się lepiej, wyglądać lepiej to w końcu po tak długim czasie tkwienia w oponie pozwoliła mi wybierać dla siebie ciuchy, które chcę nosić. Garderoba jest ważną częścią mojego życia, całkiem niedawno była zawładnięta szarością i czernią, teraz w końcu mogę zacząć ją kolorować – oby się udało. Od dzisiaj będę tutaj dodawać także takie posty, mam nadzieję że zostaną one przyjęte ciepło mimo  zimowej aury :) Ps. Bardzo proszę o wyrozumiałość jeżeli chodzi o zdjęcia i koncepcje, ale to moje początki jeżeli chodzi o tego typu fotografię i nie do końca wiem co pokazać, a mój fotograf obecnie zmaga się z opanowaniem umiejętności mojego nowego obiektywu ;)
Jeansowa koszula/stradivarius t-shirt/bershka spodnie/cubus workery/deezee bransoletki/stradivarius/cubus/H&M


17 grudnia 2012

Jak schudłam 14 kg, część pierwsza ;)

1.łosoś z makaronem udon i sosem teriyaki. 2.bulion z łosiosiem i warzywami
1. Mobilizacja i motywacja – pewnego dnia coś we mnie pękło, kiedy moja waga sięgnęła niebezpiecznego progu 71 kilo przez jakiś czas nic sobie z tego nie robiłam i ciągle się tłumaczyłam, że nie jest tak źle, może być zawsze przecież gorzej tak? Jednak nie! Trzeba sobie uświadomić, że kiedy nie wciskasz się w prawie w żadne spodnie, w sklepie masz problem z doborem ciuchów i czujesz się coraz gorzej we własnym ciele i zauważasz ograniczenia związane z nadwagą dla Ciebie to to gorzej już nadeszło, teraz wszystko zależy od Ciebie i Twojej wewnętrznej siły. Uwierzcie mi, że długi czas uważałam się za zbyt słabą aby schudnąć, nic bardziej mylnego – jestem silna i coraz szczuplejsza. Szczuplejsza obecnie już o 14 kg!
1.makaron ryżowy z wołowiną i warzywami. 2. naleśnik biszkoptowy ze szpinakiem
2. Daj sobie czas! Daj czas swojemu organizmowi – podczas odchudzania trzeba się nastawić na to, że nie będziemy chudnąć 10 kg na tydzień a góra dwa na samym początku, kiedy organizm zacznie przyspieszać, jednak organizm to nie maszyna, wszystko powinno przebiegać powoli, pomału, aby nasza skóra też mogła nadążyć a przede wszystkim by nie nabawić się efektu jojo.
1.papryka faszerowana kaszą quinoa,grzybami i marchewką. 2.bulion z łososiem i makaronem ramen.
3. Jesteś tym co jesz! Kiedyś  byłam miłośnikiem coca-coli,  przetworzonego jedzenia typu fast food. Dzięki mojej miłości nabawiłam się problemów z trawieniem i układem pokarmowym. Colę zamieniłam na wodę, świeżo wyciskane soki i omijałam kolorowe napoje z daleka! Zamiast białego pieczywa chleb pełnoziarnisty, chude mięso, indyk, kurczak, chude wędliny bądź szynka parmeńska, zero sera żółtego, jedynie parmezan do posypania, zamiast smażenia grillowanie bądź duszenie na oliwie, na śniadanie do dziś spożywam co chwilę owocowe owsianki z elovena, moje ulubione!  Kierowałam się zasadą – śniadanie jedz jak hrabia, obiad jak mieszczuch, kolację jak żebrak, kilogramy zaczną spadać ;) Jednak! Ostrzegam, znajdźcie takie dietetyczne produkty, które wam smakują! Nie wpychajcie sobie do buzi bo to zdrowe, dieta musi być przede wszystkim smaczna, ja jadłam dużo aromatycznych ryb, nawet  jak jesteście w drodze, czy w galerii handlowej to szukajcie north fish który oferuje pyszne dorsze, grillowane łososie i ogólnie wachlarz dobrych rybek!
1.sałatka z grillowanym kurczakiem, fetą i brzoskwiniami. 2.jogurt natutralny mrożony z truskawkami z loveyo.
4. Gratyfikuj się! Stosowałam się do zasady 6:1 – 6 dni w tygodniu przestrzegałam diety, a ten jeden dzień pozwalałam sobie na kilka kostek dobrej czekolady gorzkiej, zjedzenie batonu musli, zrobienia sobie kanapek z masłem orzechowym bez soli i cukru (polecam to z primavika, jest najlepsze), bądź ciasteczka owsiane sante które są naprawdę pyszne i zdrowe, szczególnie te kakaowe! Czasem także spokojnie możesz iść na dobrą włoską pizzę w ten jeden dzień sobotni, albo iść do chińczyka na smażoną wołowinę z makaronem ryżowym ;) Tylko nie rezygnuj z wody i soków! Nie pij w ten dzień niczego gazowanego!!! To żelazna zasada!
1.kanapeczki z hummusem. 2.dorsz grillowany z kapustą kiszoną i sałatką z north fish.
5. Nie wierz w reklamy, naucz się czytać składy!!! Jedzenie „fit” to zazwyczaj jedynie chwyt marketingowy – wystrzegaj się w składach produktów dziwnie brzmiących,  wybieraj produkty o prostym i krótkim składzie, im krótszy skład tym lepiej.
1.pociągowy szybki lunchbox. 2.moja ulubiona owsianka z malinami :)

Jest to pierwsza część mojego wywodu na temat mojego odchudzania, nie wiem do końca co chcecie wiedzieć, bo każdą z Was interesuję co innego – więc mam taką sugestię, zadawajcie pytania w komentarzach, a ja w drugiej części na nie odpowiem. Druga część postu będzie kontynuacją tego wpisu, gdyż nie chcę tutaj wlepiać kolejnych długich 6 punktów i chce to rozłożyć na części aby post nie był zbyt długi.

Mamy zimę, jeżeli teraz zaczniecie swoją dietę – na lato Wasze ciałka będą na lato ładne zgrabne i powabne ;) I nie martwcie się cellulitem… zdrowe odżywanie pozbawiło mnie 90% cellulitu, 10% które zostało jest i tak już totalnie niewidoczne gołym okiem i nie zniechęcajcie się!  Chwile słabości się zdarzają, warto aby się po nich podnieść! A przede wszystkim pamiętajcie – że jedzenie jest po to aby dostarczyć nam potrzebnych składników odżywczych dla dobrego funkcjonowania organizmu, a nie jest po to aby nas uszczęśliwiać! Jeżeli  pójdziemy tym tokiem smutek będziemy zagryzać hamburgerem a nie konstruktywnie rozwiązywać swoje problemy! Szczęścia szukajmy w życiu codziennym, nie w jedzeniu!

4 grudnia 2012

Relacja z warsztatów MAC technique - smoky eyes

 Dzisiaj miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach MAC Technique, które odbyły się w Krakowskim salonie sklepu, a nie tak jak wcześniej myślałam – na platformie MACa, tak jak to miało miejsce w Warszawie. Dzięki temu, że warsztaty odbyły się w salonie było bardziej prywatnie, jednak oczy wszystkich przechodniów i tak były skierowane na salon, szczerze przyznam, że mnie to nie przeszkadzało. Każda z dziewczyn obecnych miała do dyspozycji swoje stanowisko, na nim znajdowały się oczywiście najpotrzebniejsze rzeczy – pędzle, chusteczki do demakijażu, szczoteczki i oczywiście woda :D Do dyspozycji także był skoroszyt, który był podzielony na kilka sekcji, w której można było zapisywać przydatne informacje, taki skoroszyt zabieramy ze sobą do domu.
moje stanowisko pracy ;)



Co się działo?  Spotkanie zaczęło się makijażem, wizażystka krok po kroku tłumaczyła nam makijaż  który w tym samym czasie wykonywała na swojej koleżance. Dokładnie opisywała używane produkty, zapoznawała nas z trikami makijażu, np. kredka nałożona na dolną powiekę wcale nie musi zmniejszać oka jeżeli ją dobrze rozetrzemy ;) sprawdziłam to dziś! PRAWDA! Do każdej z ośmiu dziewczyn została przydzielona wizażystka, bądź wizażysta ;) Ja miałam drugi raz okazję poznać sprawne ręce Pani Ani, która malowała mnie już w sierpniu i już wtedy byłam z niej bardzo zadowolona, dzisiaj jedynie utwierdziła mnie w twierdzeniu, że to świetna kobieta-wizażystka. Naszym zadaniem było powtórzyć smoky eyes modelki, praktycznie tymi samymi produktami. Pani Ania korygowała moją pracę, radziła, pomagała, ale to głównie ja miałam sama wykonać ten makijaż i wiecie co? Idąc na te warsztaty byłam przekonana, że nic mi z tego nie wyjdzie… bo moje powieki są małe, oczka chińskie, ogólnie ciężko się z tą moją powieką współpracuje. Nie tym razem! Udało mi się wykonać naprawdę zachwycająco na sobie smoky eyes, tylko potrzebuje trochę wprawy w rozcieraniu i trzymaniu się granic – ogólnie, nie wiedziałam że drzemie we mnie taki potencjał. Mam wrażenie, że Pani Ania wyciągnęła ze mnie to co najlepsze, bo moje umiejętności po tym spotkaniu uważam za o wiele większe niż przed nim… to się nazywa dobry nauczyciel! Po skończonym makijażu, można było przejść oczywiście do zakupów, ja wybrałam dzisiaj pędzel tak zwany skunsik praktycznie do wszystkiego :D i pomadkę do ust impassioned. (co by się stało gdybym ja wyszła z MACa bez pomadki?). Po tym dniu moja wishlista jest pełna :D
moje notatki ;)
MAC impassioned - moja nowa miłość :D
piękny skunksik ;)
Moje ogólne wrażenia po warsztatach są bardzo pozytywne, wszystko było bardzo dobrze zorganizowane, niczego nam nie brakowało, polecam każdej dziewczynie która chcę się nauczyć o makijażu więcej niż tylko teorii zapisanie się na przyszłe warsztaty. Z pewnością nie będziecie żałować! A możecie się nauczyć wielu przydatnych rzeczy w makijażu. Kurczę, ale mi się podobało ;)Chcę więcej!

2 grudnia 2012

make dreams come true ;)

Kilka dni pisałam list do świętego Mikołaja i Mikołaj przyszedł w postaci 20% zniżki do Sephory na dni VIP. Ani chwili nie wahałam przed spełnieniem moich marzeń, w postaci kupna zestawu Benefit o nazwie LeeLee gets flirty! Co jest w tym wszystkim najlepsze? Byłam święcie przekonana, że zapach laugh with me Lee Lee będzie w pojemności 30 ml! Jednak jest to pełnowymiarowy zapach, czyli buteleczka mieszcząca w sobie 50 ml, który normalnie kosztuje 150zł a w tym zestawie, razem z innymi kosmetykami normalnie można go kupić za 159zł a jak ma ktoś zniżkę VIP uprawniająca na 20% to zapłaci jeszcze mniej :) Jednak mam złą informację… Sephora nie przewiduje nowych dostaw do końca roku, więc to co się wyprzedało, tego już nie zobaczymy… ja wzięłam przed ostatni zestaw w Galerii Krakowskiej, więc jeżeli ktoś ma ochotę, polecam się śpieszyć ;)
 Nie mogłam przejść obojętnie koło salonu MAC, więc przytuliłam kolorek ze świątecznej kolekcji Glamour Daze, jest pyszny! Jednak w MACu spotkało mnie także rozczarowanie... pamiętacie jak pisałam, że bardzo chcę zestaw pędzli z kolekcji glamour daze? W Krakowie są wyprzedane, w Złotych Tarasach został zestaw niebieski jeden, w Arkadii nic... może Wrocław mnie jeszcze uratuje :( 
piękna Saszka :)
A Wasz Mikołaj zaczął już pracę?:D


30 listopada 2012

Kilka słów o Fake Bake :)

O produktach Fake Bake pisałam już wcześniej.  Samoopalacze firmy Fake Bake to jedyne samoopalacze, które zadowalają mnie w każdym najmniejszym calu. Kiedyś nie cierpiałam samoopalaczy tak mocno jak efektu pomarańczowej skórki po ich użyciu, teraz jednak jest inaczej, odkąd poznałam firmę Fake Bake i jej produkty, mój pogląd na kosmetyki  brązujące diametralnie się zmienił. Sama miałam okazję używać dwóch produktów tej firmy i z obydwóch byłam bardzo zadowolona – po jednym zostało już tylko wspomnienie bo samoopalacz Fake Bake Flawless był moim ulubionym samoopalaczem dającym efektem dłuższej opalenizny. Obecnie został mi jeszcze Faux Glo, który już jest na wykończeniu – tutaj możecie wrócić do recenzji Faux Glo i Flawless. Dzisiaj chciałabym przybliżyć troszeczkę ideę firmy, jej krótką historię i z czym to się je.  ;)

Kilka słów o Fake Bake.
Firma Fake Bake została założona w USA w 1995 roku. Jako pierwsza wprowadziła na rynek samoopalacze łączące składniki brązujące pochodzenia naturalnego - DHA i Erytrulozę - zapewniające utrzymującą się dłużej (nawet o 50%) i bardziej naturalnie wyglądającą opaleniznę. Wielkość sprzedaży detalicznej produktów Fake Bake była natychmiastowym sukcesem. Docenione zarówno przez ekspertów kosmetologii, jak i celebrytów szybko doczekały się powszechnego uznania i licznych wyróżnień. Trampoliną w drodze na szczyt okazał się ranking we wpływowym czasopiśmie New York Times, nadający serii produktów Fake Bake pierwsze miejsce w kategorii samoopalaczy (do oceny poddano 22 konkurencyjne kosmetyki).
Jak zmywać opaleniznę?
W przypadku produktów, które tworzą opaleniznę jednodniową wystarczy wziąć kąpiel, inaczej ma się rzecz w przypadku samoopalaczy trwałych np. Flawless – tutaj, musimy uzbroić się w więcej cierpliwości, albo wziąć porządna kąpiel w wannie, jednak zazwyczaj ta opalenizna schodzi po kilku takich kąpielowych seansach, szczególnie jeżeli stosowaliśmy Flawless długo i nasza opalenizna jest mocna.
Co wyróżnia Fake Bake?
•    Bake jako pierwsza wprowadziła samoopalacz łączący składniki brązujące pochodzenia naturalnego – DHA i Erytrulozę – zapewniające utrzymującą się dłużej (nawet o 50% niż inne preparaty zawierające tylko DHA) i bardziej naturalnie wyglądającą opaleniznę.
•    Fake Bake wykorzystuje tylko najlepszej jakości składniki pochodzenia roślinnego.
•    Fake Bake oferuje produkty dodatkowo zapewniające różnorodne sposoby pielęgnacji, takie jak przeciwdziałanie starzeniu się skóry, wykorzystanie antyoksydantów czy działanie antycellulitowe.
•    Produkty Fake Bake, w przeciwieństwie do większości samoopalaczy mają przyjemny i jednocześnie delikatny, niepozostający zbyt długo na skórze zapach.
•    Fake Bake nie testuje swoich produktów na zwierzętach.
•    Produkty Fake Bake nie zawierają parabenów.
•    Fake Bake posiada w ofercie także produkty wyłącznie dla profesjonalnych salonów kosmetycznych – linia kosmetyków GOLD.
Fake Bake na święta przygotował zestawy prezentowe, dla wszystkich tych którzy chcą być muśnięci delikatnym słońcem nawet podczas srogiej zimy. Przyznam szczerze, sama chciałabym dostać prezent w postaci takiego zestawu który składa się z 3 rzeczy: bronzera Fake Bake, Samoopalacza i pędzla kabuki. A co powiedziałybyście na recenzję takiego jednego zestawu przed świętami? A teraz zapraszam Was do sklepu Fake Bake.

29 listopada 2012

cud, miód i orzeszki - Piling do biustu od Pat&Rub

Kosmetyki firmy Pat&Rub od jakiegoś czasu robią mojej skórze bardzo dobrze :) Mój romans z nimi zaczął się bardzo niewinnie, bo dzięki firmie Merlin. Wcześniej słyszałam o nich mało, za mało! Dlaczego? Bo to kosmetyki o których powinno się w Polsce mówić! To nasze Polskie złoto! Jeszcze żaden kosmetyk z tej firmy mnie nie uczulił, nie zaszkodził, ogólnie z ręką na sercu mogę wam powiedzieć jedno – są  to kosmetyki, które jak wam pomogą to na wiele sposobów, a jak nie pomogą, to przynajmniej nie zaszkodzą i to pewne! W tych kosmetykach odnajduje świetne połączenia zapachów i estetykę opakowań co cieszy moje oko, niewymuszony minimalizm lubię.
Seria biokosmetyków Naturalnie Piękny Biust powstała dla zapewnienia skutecznej i intensywnej pielęgnacji biustu i dekoltu, ale również z myślą o dobrym samopoczuciu i komforcie Pań. Peeling do Biustu i Dekoltu w swoim składzie zawiera drobinki bambusa. Skutecznie, lecz nie podrażniając, złuszcza martwy naskórek. Oczyszcza i stymuluje regenerację. Kremowa formuła tego ekokosmetyku sprawia, że piling z łatwością rozprowadza się na skórze i subtelnie masuje. Zawarte w pilingu naturalne składniki doskonale nawilżają i odżywiają skórę. Do kupienia tutaj.
Kompozycja:

•    Drobiny bambusa* - skutecznie i delikatnie złuszczają naskórek, ułatwiając przenikanie substancji czynnych
•    Woda z rumianu rzymskiego* - działa przeciwzapalnie i łagodząco, ma silne właściwości regenerujące i nawilżające
•    Ekstrakt z hibiskusa* - koi, łagodzi podrażnienia, działa przeciwzapalnie
•    Lukrecja* - łagodzi podrażnienia, przyśpiesza gojenie, zmniejsza zaczerwienienia, regeneruje, rozjaśnia
•    Roślinna gliceryna* - nawilża
•    Łagodne substancje myjące* - oczyszczają
*Surowce z certyfikatem ekologicznym

 Moje wrażenia: 
Wcześniej do złuszczania skóry na biuście i dekolcie używałam zwykłych pilingów i to był podejrzewam błąd. Pilingi do ciała są troszeczkę za mocne, a skóra dekoltu jest przecież bardzo delikatna i trzeba umieć się z nią subtelnie obchodzić. Piling o którym dzisiaj mowa jest bardzo delikatny, zawiera w sobie drobinki bambusa które czule masują nasze atuty. Spotkałam się z opinią, że ten piling jest dosyć mocny, jednak dla mnie jest całkiem odwrotnie, jest bardzo delikatny, a mimo to złuszcza skórę idealnie. Efekt oczyszczenia jest odczuwalny już po pierwszym użyciu. Zawiera łagodne składniki myjące dzięki czemu skóra jest jedwabiście gładka i przyjemna w dotyku a do tego nawilżona i bynajmniej nie mam tu na myśli okropnego efektu parafinowego, który czasem wystepuje w zwykłych pilingach. Zapach jest obłędny! Po prostu cudny! Ciężko mi go opisać, ale jest to jeden z moich ulubionych zapachów, choć nie potrafię go konstruktywnie opisać :) Mam dla was jeszcze jedną dobrą wiadomość, ten piling idealnie nadaje się także do używania go do twarzy! Naprawdę, świetnie się sprawdza jako twarzowy złuszczak, wyrównuje koloryt i rozjaśnia skórę,ale z nieco cudak, mówię Wam :) Jedyne do czego mogę się przyczepić to konsystencja, która jest trochę zbyt rzadka i czasem przez to nabierałam go intuicyjnie zbyt dużo. Oj i jeszcze cena jest nieco zaporowa bo za 150ml trzeba zapłacić 75zł – jednak dla łowców promocji będzie niższa ;)
Podsumowanie:
Piling na wagę złota! Nasz biust to nasz kobiecy atut, powinnyśmy o niego odpowiednio dbać. Szyja, dekolt i biust to miejsca które dosyć szybko się starzeją i nie wyobrażam sobie traktować mojego biustu niepotrzebnie silikonami. Dlatego też, ten piling jest dla mnie idealnym kompanem, złuszcza, nawilża, oczyszcza i przy okazji jeszcze pięknie pachnie. Skład jest niegroźny, bo kosmetyki Pat&Rub nie zawierają wielu szkodliwych substancji. Ogólnie – cud, miód i orzeszki, ja jestem na tak!
Moja ocena:
A Wy dziewczyny lubicie kosmetyki Pat&Rub? Używacie? :) Macie jakiś swój ulubiony kosmetyk z tej firmy? :)