28 września 2012

Jesienna wymiana szafy i nowe testy kosmetyczne ;)

Nie będę już narzekać na jesień, przejadło mi się szczerze przyznam. Pogodziłam się z tym, że przyszła, że siedzi mi na głowie i wpędza do łóżka, dobrze że na diecie mam swoje ukochane masło orzechowe ale bez soli i bez cukru! Totalny odjazd, 95% czystych orzechów, bosko! To dopiero słodycz w najlepszym tego słowa znaczeniu. Podczas jesiennych początków zawsze walczę z demonami, zazwyczaj walczę z nimi chodząc na zakupy, szperając po second-hendach, albo targając ze sobą tony kosmetyków do domu, wzięło mnie także na przemeblowanie pokoju i ponowne urządzanie, trochę pomysłów w głowie, jednak jak zwykle gorzej będzie z realizacją, czasem żałuję że nie jestem facetem i nie mam 90cm w bicepsie, teraz Pudzianowski na pewno by się do czegoś przydał. Faceci ostatnio są niesamowicie wybrakowani, chudzi, zmęczeni, z piwem w ręku i skarpetkami za łóżkiem, nie dziękuje – postoje. Teraz pokażę Wam jak radzę sobie ja z jesienną chandrą, jak zwykle w skrócie, to już moja dewiza.
Sweterek z motywami ptaków z MOHITO. I like ;)
Militarna kurteczka dołapana w SH, wygląda idealnie na ciele :)
Militarna bluzeczka z bufkami :) SH
Miętowy sweterek oversize :)
Chciałam coś podobnego do mojej kochanej Gagi Lustre.. jednak to nie to :(
Macadamia..ah ta macadamia ;)
Tramposzki do wybiegania się :D
Torebka z River Island.. to ile ja już ich mam? hmm...




A Wy dziewczyny, jakie macie sposoby na radzenie sobie z jesienną chandrą? :) Chętnie poznam Wasze metody.

26 września 2012

Luźnie - weekendowo ;)

Dzisiaj wrzucam luźny post który mam nadzieję przekazuję dużo pozytywnej energii, ostatni wypad do Warszawy był naprawdę udany i postanowiłam pochwalić się nim w kolażu. Zdjęć przywiozłam naprawdę masę więc pochwalę się jakąś małą ich częścią. Warszawa kolejny raz mnie zauroczyła i totalnie uwielbiam to miasto, niestety mój Kraków choć miastem pięknym, zabytkowym z ciekawą historią to niestety na dłuższy dystans nudny i nużący. Wiem, że pewnie tymi słowami się naraziłam, proszę nie bić :D W Warszawie za to czuje się jak ryba w wodzie, zawsze dzieję się w niej coś czego nie mogę potem długo zapomnieć…Aż nie chciało się wracać do domu, a teraz pokażę Wam co się tak naprawdę działo – w wielkim skrócie!



1. Stadion Narodowy, za każdym razem punkt mojej atrakcji :D
2. Makaron ryżowy ze smażoną wołowiną, w jednej z moich ulubionych knajpek azjatyckich du-ża mi-cha.
3. Wizyta w Arkadii i przymierzanie białej czapy,o to jest pytanie, czy jest twarzowo? ;)
4. Skrzydełka jak wiecie i widzicie zapewne uwielbiam, ten złapany w Stradivariusie.
5. Ciepła waniliowa kawa w zimną Warszawską niedziele.
6. Pałacyk pod chmurką ;)
7. A tutaj foto z "pociągowego spotkania z welcome to make-up world! Pozdro Martusia :D
8. Wieczór bez wytrawnego wina to wieczór zmarnowany ;)
9. Bagietki z rukolą, szynką parmeńską i oliwą czosnkową - pycha!
10. Jeżeli ktoś potrzebuje nauczyć się cierpliwości polecam tą zabawę, polega na rozplątaniu bez użycia siły, różnie splątanych ze sobą metali.
11. Jak to zrobić? ;)
12. Zakupy w sklepie z oliwami organicznymi na Saskiej Kępie, polecam szczególnie olej z orzechów laskowych!
13. Małe zakupy w The Body Shop. Krem do rąk potrzebny na gwałt.
14. Madonna Celebration, tego chyba nie trzeba rozwijać ;)
15. Nowe laćki na nóżkach :D Trochę mi głupio że zdarli skórę z krowy, no ale jak się miała zmarnować :P
16. Pyszna sałatka!


Ps. Blog będzie się rozrastał, jak większość pewnie wie schudłam już ponad 9 kg i mam zamiar się z Wami podzielić wrażeniami, zmaganiami i własnymi przepisami na sukces. Mam nadzieję, że znajdziecie tu trochę inspiracji i motywacji, przy okazji wraca pasmo recenzji filmowych. Miłego wieczoru!

12 września 2012

Wrzesień z kilkoma drobiazgami.



Za sobą pierwsze dwa tygodnie września bez dwóch dni… Zawsze podczas tego miesiąca mój organizm próbuję dostosować się do dziwacznie zmieniającej się pogody, czyli od upałów po mrożący chłód i niestety, zawsze to przestawianie się daje mi swe znaki. Nie poczyniłam w tym miesiącu praktycznie żadnych większych kosmetycznych zakupów,  dziś wchodząc do rosmanna wzięłam tylko przeceniony szampon babydream za całe 2,50 i płatki kosmetyczne, patrząc na inne promocje stwierdzałam co minutę że albo nie jest mi to potrzebne, albo już to mam, albo że marność nad marnościami i tak nie wydałam nawet 5 zł… Zakupy odzieżowe mają się nieco lepiej, bo zaczynam kompletowanie swojej jesiennej garderoby, co prawda ceny w sieciówkach na razie przerażają ale mężnie będę czekać na wyprzedaże, obecnie marzę o skórzanych butach ze stradivariusa i mam zamiar je łapnąć i nikomu nie oddać. Recenzje czekają, teraz jednak uraczę Was lekkim postem a potem leci recenzja pianki do włosów KEMON. Wam wrzesień tak samo daję w kość? 
Dzisiejszy łup z SH. Dosyć długi sweterek ze wzorem którego pożądałam, jak zobaczyłam go dziś za grosze stwierdziłam, że grzech byłoby go nie zabrać do domu, idealny na jesień.
Rosmannowska promocja w której ten osławiony szampon możemy mieć za 2,50 mnie skusiła, za niedługo farbowanie henną więc silikony spadać z mej czupryny!
A to pepcowski łup za 5,99 trzy małe foremeczki, które ja mam zamiar wykorzystywać do podawania sosów.
Jestem wielką miłośniczką bielizny la senza, skorzystałam z rabatu na pierwsze zakupy w pehapsme i takim sposobem zaoszczędziłam 20 dyszki, do tego i tak rzecz którą zakupiłam znalazłam w dużej przecenie...i to pudełko, przyda się!

W tym miesiącu intensywnie odwiedzam swą miejską bibliotekę, Martynę już zmęczyłam i postanowiłam tym żywić się przed najbliższe tygodnie, Gringo przez Was polecany, zobaczymy co ten oszołom Cejrowski zmontował. ;)

Czy jest tu jakiś jesienny miłośnik? Potrzebuję się zarazić tą bakterią ;)

6 września 2012

Książka na dziś - Przesunąć Horyzont :)

W końcu kurier dotarł do mnie z książką, na którą tak czekałam, nigdy wcześniej nie czekałam na dostarczenie książki tak mocno jak właśnie teraz. Początkowo w ogóle nie zainteresowała mnie ta książka byłam pewna, że to jakiś górski przewodnik, jednak czytając opinię na Lubimy Czytać niesamowicie mnie zainteresowała, dziś do mnie dotarła i mam nadzieję, że moje wrażenia pokryją się z wieloma pochlebnymi opiniami, bo kiedy zaczyna się jesień, potrzebuję czegoś mocno motywującego, dodatkowo przemierzam już 2 miesiąc przez dietę i tym bardziej przyda mi się kop w tyłek dla lepszej wydajności :)
"To nie jest książka tylko o górach. To opowieść o zdobywaniu Everestu, który drzemie wewnątrz każdego z nas. O tym, jak znaleźć nadzieję, gdy wszystko wydaje się beznadziejne i o tym, jak realizować swoje marzenia." - Martyna Wojciechowska

Ktoś już ją czytał i może coś o niej powiedzieć? :) 

A może macie jakieś do polecenia na później?

5 września 2012

Hey! Nicky – freak-y!


!MACowe pomadki są dla mnie wyjątkowe pod każdym względem, szczególnie pod względem kolorystycznym, a ten aspekt jest często dla mnie ambrozją dla moich oczu i ust. Uwielbiam mocne kolory, krzykliwe róże, niekoniecznie neony, jednak kolory które wręcz wbijają się w nasz wzrok, przyciągają i elektryzują, taka z pewnością jest pomadka sygnowana przez Nicky Minaj – magnetyzująca!

Nicky to pomadka o wykończeniu satynowym, które mnie osobiście sprawia trochę problemów, trochę wysusza usta i podkreśli każdą skórkę, dlatego też przed nałożeniem jej maksymalne nawilżenie jest wymagane, kolor jest intensywny, pomadka jest mocno kryjąca i jeżeli chcemy lekko ocieplić ten róż to możemy wklepać pomadkę palcami i wtedy pozbywamy się tego mocnego efektu żarówy na ustach. MACowe pomadki to obecnie moje hity, jednak koniecznie muszę przygarnąć jeszcze błyszczyk Nicky, który pojawił się niedawno w salonie. Dla głodnych wiedzy przypominam, że Nicky kosztuje 79zł.

Moja ocena:

 

 

 

A wam jak się podoba pomadka Nicky Minaj? Lubicie takie szalone kolory? ;)

4 września 2012

O różanym hicie z LUSH :)

Tonik – to słowo jeszcze w czasach licealnych sprawiało, że na mojej twarzy pojawiał się grymas przerażenia, pamiętam swój pierwszy tonik z firmy Avon z serii dla nastolatek, o jezu co to był za skowyt! Alkohol, alkohol i jeszcze raz alkohol! Szczypało, piekło i wcale nie pomagało w tym, w czym pomóc miało, zresztą Avon to dla mnie jedna wielka kosmetyczna porażka, polecić mogę od nich jedynie maseczkę z minerałami z morza martwego, która pory naprawdę zamyka, ale dziś nie o tym… Dziś o  różany LUSHowym toniku :)

LUSH, Eau Roma Water

 

Opis producenta:

Tonik dla ceru suchej, dojrzałej lub wrażliwej. Woda różana pomaga wygładzić i orzeźwić cerę, a lawenda pomaga skórze produkować odpowiednią ilość sebum.

Skład: Lavender Water (Lavandula hybrida) , Rose Water (Rosa centifolia) , Limonene , Linalool , Perfume , Methylparaben

Zalety:

- Delikatny zapach róży, subtelnie wyczuwalny podczas aplikacji,
- Natychmiastowy efekt odprężenia i nawilżenia twarzy,
- Bardzo wydajny, spokojnie mogłam się nim psikać przez 2 miesiące bez ustanku,
- Przy regularnym stosowaniu widocznie odżywia skórę,
- Niweluje wszelkie podrażnienia i koi nawet najbardziej spierzchniętą skórę,
- Cenę w jego przypadku uważam za duży  plus,
- Tonik jest w sprayu co ułatwia aplikację.

Wady:

- Dostępność, dostępność i jeszcze raz dostępność.

Podsumowanie:

Obecnie ten tonik to mój LUSHowy hicior i długo nie zamienię go na żaden inny, chyba że tylko na innego lusha ;) Obecnie czekam niecierpliwie na otwarcie pierwszego salonu lush w PL, które odbędzie się już całkiem niedługo i będę mogła stacjonarnie bądź online zamawiać swoich ulubieńców z tego sklepu, a mam ich kilku. Ten tonik jest naprawdę warty polecenia, dla skóry wrażliwej i podrażnionej jest jak znalazł, antidotum! Często zabieram go w podróż i psikam się nim także na rękach, szyi gdyż tam skóra lubi mi się przesuszać, dobrze się sprawdza jako szybki odświeżacz.

Cena za 100ml po przeliczeniu dzisiejszego kursu funta to około 23zł. Czujecie się skuszone? ;)

Ps. Zapraszam do nowej zakładki na blogu, pt.

wyprzedaż