22 października 2012

fotorelacja z urodzin Glitter! :)

Jak większość z Was już pewnie wie, albo i nie ;) w sobotę wybrałyśmy się z Kadikiem na 20dzieste urodziny marki Glitter. Podróż na spontanie wyszła nam jak zwykle idealne, byłyśmy lekko spóźnione jednak przy obsuwie czasowej innych dziewczyn, totalnie rozgrzeszone :D W salonie przywitało nas grono czekających na atrakcje tam blogerek, wszystkie piękne, zgrabne i powabne, tylko ja jakoś kompletnie wycięta z kontekstu ;) Największym zainteresowaniem cieszyły się wielkie mufony Glitter (neologizm Jess). Zaraz po przyjściu zaczął się mały pokaz biżuterii, którą prężnie pokazywały na sobie 3 piękne modelki, po czym kilka dziewczyn wzięło udział w konkursie w którym za zadanie było wystylizować modelkę ponownie po swojemu, wygrała Jessica na którą oczywiście głosowałam. Atmosfera była przednia, rozmowom nie było końca, milion uśmiechów i przesympatyczne Panie z obsługi Glitter potęgowały szampańską atmosferę – dosłownie i w przenośni ;) Na koniec ku ogólnemu zdziwieniu dostałyśmy możliwość wybrania sobie dwóch rzeczy z asortymentu sklepu, wow! Ja wybrałam kapelusz i torebkę którą chwaliłam się w poprzednim poście. Kiedy już przyszedł czas rozstania z Glitter nasza mała kameralna impreza przeniosła się do przyjemnej kawiarni gdzie toczyłyśmy zawzięte dyskusje na temat polskiej blogosfery. Spotkanie opuściłam w idealnym nastroju… ;)


Jak widać na zdjęciach wszystkie bawiłyśmy się wyśmienicie! Szczerze przyznam, że ciężko mi wymienić wszystkie dziewczyny, które były na spotkaniu więc nie wymienię żadnej by przypadkiem jakiejś nie pominąć, bo tego bym nie chciała zrobić :) Dziewuchy! Oby więcej takich spotkań! 

21 października 2012

Bo z Glitterem nigdy nie wie oj nie wie się ;)

Konam! Jestem wykończona bo wczorajszy dzień załatwił mnie kursem Chrzanów-Katowice-Chrzanów-Kraków-DOM! Jednak moje zmęczenie jest totalnie uargumentowane i powiedziałabym nawet – pozytywne, jak dziwnie to nie brzmi. Wczoraj odbył się event w sklepie Glitter z okazji ich 20dziestych urodzin, pojawiły się na nim blogerki ze śląska. Zostałam wyciągnięta tam przez Kadika, której wizja samotnego kursu jawiła się w czarnych barwach… ale! O tym kiedy indziej, fotorelacja będzie kiedy dziewczyny i fotograf zdadzą wszystkie zdjęcia ;) Na razie pochwalę się tym, czym Glitter obdarował mnie z okazji ich urodzin i powiem tak - w końcu mam kapelusz! W końcu mam ładną nudną torebkę! Aż nie mogę uwierzyć ;) Książka o tytule Lekcja Makijażu to spóźniony prezent urodzinowy, zobaczymy kto tam co zmalował ;) Jeżeli jesteście ciekawe jaka atmosfera panowała na Bloggers Day w Glitter wpadnijcie tu niedługo. Jak Wam się podoba mój kapelusz? Kurczę, właśnie sobie uświadomiłam, że strasznie lubię nakrycia głowy, a jakoś notorycznie się przed nimi bronię, koniec z tym!

19 października 2012

it's material girl!

Uwielbiam pomadki do ust! Mocne wyraziste kolory, malinowe odcienie, bordo, ostre fiolety to to w czym czuję się dobrze. Nie przepadam za nudziakami, stosuje je tylko wtedy kiedy muszę, albo kiedy dopada mnie dziwny humor, prawda jest taka że co jakiś czas mam fazę na nudny look, który szybko przechodzi, to dobrze, to bardzo dobrze! Bez mocno podkreślonych ust czuję się źle, czuję się niedobrze. Dzisiejsza notka poświęcona jest nabytkowi, którego zgarnęłam za 4zł w Paatal, jednak wiem że tam już niedostępna, ale na allegro można ją kupić za 6zł! Od razu powiem, że warto!

 Moje wrażenia:
Moja najtańsza szminka a zarazem tak dobra i tak uwielbiana przeze mnie, producenta wcale nie poniosła wyobraźnia, usta po użyciu tej pomadki są maksymalnie nawilżone, gładkie, pomadka wręcz sunie po naszych wargach, kolor jest intensywny, idealny! Jestem w tym kolorze zakochana po uszy! Za 4zł otrzymałam kawałek raju, nie wiem czy szminki są obecnie dostępne w szafkach Maybelline, ale jeżeli nie są to MNY – jesteście niemożliwe nieracjonalni! :D Nie będę się rozwodzić nad tą miłością, kocham tą pomadkę i to się prędko nie zmieni… jak mi się skończy na allegro zamówię od razu ze 3 na zapas! Trwałość też jest bardzo dobra. Brać i nie żałować sobie! :)
 A Wam jak się podoba material girl? Mnie szczerze przyznam przypomina trochę pomadkę MAC impassioned, która jest również fenomenalna! Skusiłam Was, czy nie lubicie takich krzykliwych kolorów? ;) Ja ograniczać się nie będę, jestem młoda, sprawna i kocham się uśmiechać, nudziaki zostawiam sobie kiedy będę stara i pomarszczona i moje wnuki będą mówić ‘’babciu! Ten róż to już nie dla Ciebie’’! :D

15 października 2012

A new lover boy in town!

Jak pewnie same zdążyłyście zauważyć, a przynajmniej mam taką nadzieję, od jakiegoś czasu jakość zdjęć na blogu nieco się poprawiła. Długo przymierzałam się do kupna nowego sprzętu fotograficznego, bo moja cyfrówka nie dość że była nieco przestarzała, to często odmawiała posłuszeństwa i żeby mieć jedno w miarę dobre zdjęcie, musiałam wcześniej zrobić ich tysiące, co totalnie mnie wykańczało i odbierało chęci do pojawiania się tutaj częściej. Moje plany sięgały do Nikona d5100 jednak moje możliwości finansowe były o wiele mniejsze, stwierdziłam więc że niepotrzebna mi wypasiona lustrzanka na sam początek, bo wpierw muszę opanować coś subiektywnie podstawowego, a więc typ padł na Nikona d3000. Użytkuję go ponad miesiąc i jestem z niego bardzo zadowolona, ma wszystkie potrzebne funkcje do szerokopojętej fotografii komercyjnej, biorę go w każdy większy wyjazd, plener, robi dobre zdjęcia makro które są nieocenione jeżeli chodzi o fotografowanie kosmetyków. Nie mogłam podjąć lepszej decyzji, jedyne co mi w nim czasem przeszkadza to jego waga, jednak trzeba sobie wyrabiać mięśnie. ;)

A tutaj już kolejne moje marzenie, które mam nadzieję uda mi się spełnić na Mikołaja, bądź na gwiazdkę, byłoby miło ;) Marzeniem jest obiektyw do fotografii makro Nikkor AF-S 40mm, chcę to i już! 

A Wy macie jakieś swoje fotograficzne marzenia? Czym robicie zdjęcia na swoje blogi?  Macie do polecenia jakąś dobrej jakości cyfrówkę, którą można włożyć do torebki kiedy lustrzanka się nie zmieści? ;)

9 października 2012

Z różem dookoła MACa ;)!


Zacznę od pytania: Ile róży do policzków jest w waszej kolekcji? Ja niestety przestałam już liczyć, bo przecież szczęścia nie liczy się na sztuki, nie przelicza na gramy ani na kilogramy, jedno jest pewne róż to produkt który najczęściej kupuje, w różnych odcieniach, barwach, kolorach, shimmerowe, satynowe, matowe, każdy z nich jest dla mnie wyjątkowy bo tak jak niektóre kobiety uważają, że buty dobiera się do ubrania, to ja mam tak samo ale z różami ;) Jako posiadaczka jasnej karnacji, nieco zimnej w swym charakterze wybierałam bardzo często róże które wręcz były różowo-różowe! Mocno różowo-różowe! Jednak na makijażu w MACu uświadomiono mi, że to błąd i dobrano lekki jak piórko róż well dressed…

Opis producenta:
MAC Powder Blush Well Dressed
Pudrowy róż kultowej kanadyjskiej firmy. Dostępny w bardzo wielu odcieniach oraz pięciu różnych wykończeniach - od matowych po połyskujące. Cena 79zł.
Zalety:
-Idealnie dopasowany do mojego zimnego tonu twarzy, bardzo ładnie się komponuje i szybko się integruje ze skórą,
-Tworzy prześliczną otoczkę na mojej twarzy ładnie ją podkreślając!
-Pod światło niesamowicie mieni się i połyskuje, idealnie będzie kontrastował… ze śniegem, tak tak to dla mnie ważne :D poważniej rzecz ujmując, na lato jest wprost idealny!
-Doskonały dla osób które zaczynają swoją przygodę z różami i boją się aby nie przeholować, ten róż jest dla was!
-Wygodne opakowanie, typowe dla MACa, lekkie i poręczne.
-Wydajność! Spokojnie starczy na długie użytkowanie ;)
Wady:
-Wadą oczywiście może być cena, jednak przekłada się na wydajność,
-Niestety… Trwałość, róż nie trzyma mi się tak długo jak ten z Benefit, a szkoda bo jest naprawdę przepiękny, więc za  to odbieram mu jeden duży punkt! 
 Podsumowanie:
tak, Tak, TAK! Początkowo myślałam, że może być dla mnie zbyt blady, zbyt mało wyrazisty przyzwyczajona do mocniejszych kolorów i odcieni, jednak jest świetny, ma dobrą pigmentację i nie robi kozich bobków na poliku, jest to mój pierwszy róż z MAC i z pewnością nie ostatni ;)

Mamy tu jakieś miłośniczki MACowych róży? ;) Jaki kolor polecacie na raz następny? :)

Moja ocena:

5 października 2012

O moim kochanku słów kilka ;)

Z czym Wam się kojarzy kwas hialuronowy? Mnie tylko z jednym – z wydętymi ustami Iwony Węgrowskiej, tudzież innej celebrytki. Na samo to słowo dostawałam gęsiej skóry w obawie, że kiedyś mnie dopadnie i będę wyglądać jak kaczka, albo ponton. Nic z tych rzeczy ;) Dosyć tych żartów! Sytuacja jest poważna! W wieku 23 lat zauważam na swojej twarzy lekkie uchybienia, niedoskonałości, czy też zmarszczki mimiczne i mam wrażenie, że już niedługo doczekam się kurzych łapek… teraz  to już padłam i nie wstanę, panicznie boję się słowa zmarszczka, dlatego też idąc za ciosem postanowiłam zapobiegać niż leczyć. Co prawda mojej twarzy nie pokrywają bruzdy i wielkie jak czarna dziura zmarchy, ale to już najwyższy czas aby o nich pamiętać, byle tylko one nie przypomniały sobie o mnie. A teraz do rzeczy, jakiś czas temu otrzymałam od BMSsalononline serum hialuronowe z firmy Mabelle, czy jako kochliwa dusza mogę uznać go za nowego kochanka? O tym już za chwilę.


Opis producenta:

Serum Hialuronowe intensywnie nawilżające Mabelle
Innowacyjne połączenie wysoko i niskocząsteczkowego kwasu hialuronowego zawartego w Serum HyaluLift zapewnia optymalne, długotrwałe nawilżenie:
  • Niskocząsteczkowy kwas hialuronowy szybko dociera do głębszych warstw skóry i regeneruje jej wewnętrzne struktury
  • Wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy stopniowo wnika  w skórę pozostawiając na jej powierzchni jedwabisty ,wiskoelastyczny film
Serum HyaluLift przywraca skórze zdolność głębokiego nawilżenia *:
  • +67% nawilżenie po 4 tygodniach stosowania
  • +13% elastyczność po 4 tygodniach stosowania
Lekka formuła zapewnia szybkie wchłanianie i komfort stosowania.
Serum HyaluLift stanowi doskonałą bazę pod krem do codziennej pielęgnacji
* Wyniki badań aparaturowych


Moje wrażenia:

Serum stosuję rano i wieczorem (bywa że niektóre ranki sobie daruje) na oczyszczoną skórę twarzy i szyi, dekoltu. Pierwsze co zwróciło moją uwagą to skład, na darmo szukać w nim niepotrzebnych śmieci. Konsystencja jest lekka bardzo delikatna, żelowa, serum łatwo się rozprowadza i jest bezbarwne. Najczęściej używałam go na dekolt i na skóre wokół oczu, gdyż z tym wiem, że szybko będę miała problemy bo w mojej rodzinie genetycznie zawsze występuje duża tendencja do zmarszczek wokół oczu. Sóra była napięta i gładka już zaraz po pierwszym użyciu, co wyjątkowo mnie zadziwiło, działanie szybko dało mi swe znaki, spodziewałam się że będzie to trwało etapowo, jednak nie, odbyło się to o wiele szybciej. Z dnia na dzień moja skóra była coraz bardziej nawilżona i przyjemnie napięta, jednak serum na swoje wady, po jego zastosowaniu zastyga na twarzy by potem nieco się wałkować i trochę mnie wkurzały te wszędobylskie farfocle, dzięki którym musiałam zrezygnować z aplikacji rano a jedynie używać go wieczorem. Jako posiadaczka cery mieszanej jestem z niego bardzo zadowolona, matuje twarz rano, a nawilżam wieczorem i wcześniej moim KWC był krem nawilżający physiogel jednak teraz jest nim serum hialuronowe, dlaczego? Krem niestety zostawiał tłustą powłokę na mojej twarzy, a serum na szczęście tego nie robi, mimo jednego niewielkiego mankamentu jest godny polecenia! Przypominam, że kwas hialuronowy to składnik występujący naturalnie w skórze, o właściwościach wiązania wody.

Podsumowanie:

Tak, tak, TAK! Dla tego serum i tak dla Mabelle! Za 110zł mamy serum które naprawdę poczyni na naszej skórze milowe kroki nawilżające, obecnie mój KWC jeżeli chodzi o nawilżanie, a dodatkowo wyjątkowo wygodne opakowanie, aplikacja  też, nic się nam nie wylewa, butelka jest przeźroczysta dzięki czemu wiemy ile nam serum zostało i cóż mogłabym dodać, warto je trzymać w miejscu nienasłonecznionym. 


Moja ocena:

 



                                                                                     A Wy co sądzicie o tym serum hialuronowym? Miała któraś z Was? Jakie są KWC w nawilżaniu? :)