26 lutego 2013

Archie's Girls - Mrs. Betty

By nieco pobudzić Waszą wyobraźnię, przedstawię Wam niewielką część nowej kolekcji MAC Archie’s Girls. Kolekcja bajkowa, w której główne skrzypce odgrywa słodka Betty – dziewczyna z sąsiedztwa i zadziorna Veronica. Co prawda ja i typem urody i mentalnością bardziej przypominam Veronicę, postanawiam trzeba dać szansę Betty ;)

Czujecie się skuszone? Kolekcja Archie’s Girls jest dostępna od 1 Marca we wszystkich salonach MAC w całej Polsce. Ja się wybieram na łowy i mam zamiar przynieść do domu trochę Veronici, a Wy dziewczyny, na co macie ochotę?

25 lutego 2013

The sweetest kiss by Pat&Rub

Wiele z nas pamięta o tym, aby wykonywać peeling całego ciała co najmniej raz w tygodniu, wiele z nas ma na uwadze fakt, że bez kremu nawilżającego nasza cera długo nie pociągnie, jednak niewiele z nas ma poczucie, że usta wymagają odpowiedniej pielęgnacji, a  faktem jest, że wymagają! Nasze usta to według mnie część o której często zapominają kobiety, owszem pomadka, błyszczyk o tym pamiętamy, ale zapominamy o złuszczaniu i regenerowaniu, a to jest naprawdę istotne. Dlatego dziś piszę o potrzebnym gadżecie, a dlaczego nazywam go gadżetem? Bo kiedy go dostałam uznałam, że zapewne będzie mi zbędny, oczywiście dopiero po jakimś czasie okazało się jak bardzo się myliłam.
Opis producenta:
Regenerujące Serum do Ust i Okolic z linii PAT&RUB LIPS
Serum napina i nawilża skórę ust, regeneruje ją i ujędrnia. Może być stosowane również do pielęgnacji anti aging skóry w okolicach ust. Działa natychmiast i długofalowo. Bezpośrednio po użyciu daje efekt wygładzenia, skóra jest napięta i gładsza. Stosowane długofalowo zmniejsza głębokość zmarszczek wokół ust i sprawia, że usta stają się pełniejsze. Zawiera Voluform - innowacyjny, naturalny surowiec, który stymuluje komórki tłuszczowe do wzrostu, przez co daje efekt napięcia skóry, ujędrnia i przywraca gęstość skóry.
Moje wrażenia:
Tak jak wspomniałam wcześniej, na początku uważałam to serum za zbędny gadżet, jednak kiedy moje usta zaczęły się mocno przesuszać szybko po niego sięgnęłam. O mamo! Jak trwoga to do Boga. Uderzający, ciekawy cytrusowy zapach mnie przyciągnął, świeży i nie zalatujący chemią, sama konsystencja jest płynna, dzięki czemu zazwyczaj rano lekko wklepuje niewielką ilość w swoje usta. Efekt? Usta natychmiastowo nawilżone, napięte i lekko nabrzmiałe, to pewnie zasługa kwasu hialuronowego który znajdziemy w składzie. Jako obsesyjna maniaczka pomadek do ust, często narzekałam właśnie na spierzchnięte usta, teraz zawsze przed użyciem pomadki używam tego serum i czekam jak się wchłonie, a wchłania się zawodowo szybko i moje usta są gotowe na przyjęcie pomadki. Używam tego serum razem z peelingiem kawowym do ust i myślę, że jest to najbardziej zgrany duet, bo o ile serum naprawdę po miesiącu praktycznie codziennego stosowania bardzo ładnie napięło mi usta i je zregenerowało, to peeling przyłożył się do tego sukcesu maksymalnie. Jednak jak wszystko i to serum nie jest bez wad, a tutaj nią może być cena bo za 15 ml zapłacimy standardowo 79zł jednak obecnie jest on w promocji za 63 zł co jest zdecydowanie bardziej opłacalne, ja chętnie kupię jeszcze jedno opakowanie kiedy to mi się skończy, gdyż serum jest wydajne, na usta nie potrzebujemy kilograma balsamu więc myślę, że jeszcze trochę z nim trochę pomieszkam w domowym zaciszu.
Dla kobiet poszukujących idealnego nawilżenia i napięcia ust plus mocnej regeneracji to serum będzie idealne, ciężko się mi do czegokolwiek przyczepić. To kolejny dowód na to, że Pat&Rub mnie osobiście nie zawodzi – przynajmniej na razie. Nie ma złotych kosmetyków i ten też złotem oblany nie jest, ale są dobre i bezpieczne kosmetyki, a ten z pewnością do nich należy. Obecnie można go kupić w promocyjnej cenie tutaj.
A Wy dziewczyny, jak pielęgnujecie swoje usta? Macie swoich ulubieńców?


24 lutego 2013

MACowe różowe róże

Od jakiegoś czasu jestem nie dość że MACoholiczką to jest jeszcze totalną różoholiczką. W mojej kosmetyczce jest coraz więcej odcieni i ciągle uważam, że jest ich za mało. Moja przygoda z różami zaczęła się tak dawno temu, że ciężko oprzeć się wrażeniu iż są ze mną od zawsze. Były czasy w których jeden całkowicie mnie zaspokajał, na szczęście odeszły w zapomnienie gdyż wspominając pamiętam jedynie fakt, że na twarzy miałam dziwne placki a nie piękny, rozświetlający kolor. Dziś troszeczkę o dwóch MACowych różach, które razem z moim seksownym well dressed o którym pisałam tutaj tworzą seksowny trójkąt ;)
Pink Swoon to róż typowo casual, który każda kobieta w swojej kosmetyczce mieć powinna. Jest to odcień który pasuje do większości karnacji i jest klasycznym przykładem standardowego różowego różu, nie posiada żadnych drobinek, rozświetlenia i bardzo harmonijnie układa się na buźce. Trwałość jest bardzo zadowalająca, a sam róż jest zapakowany w klasyczne MACowe pudełko, ale to nie ma znaczenia, te róże mogłyby być pakowane do puszki po sardynkach a i tak według mnie nie zrobiłoby mi to różnicy dlatego, że je po prostu uwielbiam.
Whole Lotta Love to dla mnie róż wpadający już w delikatną fuksję, energetyzujący, mocny, bardzo wyrazisty. Kocham nim otulać policzki kiedy stawiam na bardziej wyrazisty look bądź wybieram się na jakiś event, gdzie warto wyglądać glamour. Także podczas zimy sprawdza się idealnie gdyż ta pora wymaga nieco mocniejszego makijażu.  Whole Lotta Love to róż prolongwear czyli o przedłużonej trwałości, dlatego też trzyma się na policzkach znacznie dłużej niż jego koledzy co tym bardziej potwierdza moją teorię, że z nim najlepiej bawić się wieczorem ;)
A Wy dziewczyny macie już swoje MACowe róże? Bądź kolory, które chciałybyście przygarnąć do swojej kolekcji? Ja czekam na kolekcję Archie’s Girls, w której niesamowicie spodobał mi się róż Panny Veronici, a moim kolejnym różowym MACowym marzeniem jest warm soul, którego miałam okazję już kiedyś próbować.

19 lutego 2013

BRTC Gold Caviar BB cream

BB kremy to moje odkrycie 2012 roku zdecydowanie. Mam ich coraz więcej i coraz większą sympatią je darzę, ale tylko te prawdziwe azjatyckie, nie cierpię tych  bubli wypuszczonych na fali popularności azjatyckich braci, które w większości wołają o pomstę do nieba i niczym nie przypominają oryginałów. Moja przygoda zaczęła się od różowego kultowego Skin79 którego bardzo polubiłam, dziś jednak polecę złotem i kawiorem, bo prawdziwy kult należy się BB kremowi z firmy  BRTC, a dlaczego? No właśnie dlatego!
Opis producenta:
Krem BB z zawartością kawioru złotego, dostarcza skórze bogactwo składników odżywczych i dba o jej elastyczność. Bardzo wysoka ochrona przeciwsłoneczna - SPF50.
Zawiera zastrzeżone przez BRTC składniki:
OPTIMAL COVER RX
Formuła łagodzącą i odbudowująca uszkodzoną skórę, podrażnioną promieniami słonecznymi czy chemicznymi lub laserowymi zabiegami. Pomaga skórze szybko zaleczyć rany, bez zostawiania widocznych blizn.
TANNIN PORE COMPLEX
Kompleks z naturalną gorzką taniną, pozyskiwaną z 8 różnych roślin. Pomaga zwęzić rozszerzone pory i ujędrnia skórę, nadając jej gładki i sprężysty wygląd.
Moje wrażenia:
Ajjj ja go po prostu kocham, uwielbiam! Mocno kryjące cudo! Cudo, które tworzy na twarzy taki wiosenny glow, jakby twarz była otulona delikatną rosą ale nie jest tłusta i ten efekt po prostu kocham, po nałożeniu cera wygląda niesamowicie zdrowo, jakby tryskała energią! Coś niesamowitego, u mnie ten efekt po prostu jest zniewalający. Zupełnie nie spodziewałam się, że tak go pokocham, ale ta miłość mu się należy… Idealny poziom nawilżenia, trzyma się na twarzy bardzo długo, wyrównuje koloryt skóry, nie wchodzi w załamania a delikatnie je okrywa, przykrywa wszelkie bruzdy i niedoskonałości i co najważniejsze posiada filtr SPF 50 więc z pewnością będę go męczyć całe lato! Chyba nikomu nie musze mówić jak może wyglądać cera po kilkunastoletniej ekspozycji na słońce bez żadnego ochronnego filtra? Jeżeli któraś z Was popełnia ten karygodny błąd, powinna pooglądać zdjęcia porównawcze kobiet które używały podkładów z filtrem i tych bez, świetna motywacja. ;) Po nałożeniu można zauważyć, że skóra jest delikatnie napięta, pory mocno zwężone a skóra delikatna i gładka jak pupa niemowlęca. Po całym miesiącu stosowania widzę dużą poprawę w kondycji mojej skóry i z pewnością to jest zasługa właśnie jego, sama jego nazwa brzmi dumnie a ten kawior i złoto czynią na mojej twarzy coś czego żaden BB krem wcześniej nie potrafił sprawić ;)
Podsumowanie:
3 razy tak dla tego Pana, od dzisiaj jestem miłośnikiem kawioru i złota! Choć kawioru w postaci jadalnej nienawidzę, to w tej jestem wielkim miłośnikiem. Szczerze polecam kupienie tego kremu, ja go kocham szczególnie za ten efekt glow, który tak ciężko uzyskać, jakby świeża rosa z rana usiadła nam na twarzy, boskość! Jestem strasznie szczęśliwa, że otrzymałam go w ramach testów, bo zapewne nigdy bym na niego nie trafiła sama, a teraz wiem, że jak skończy mi się ta tubka z pewnością wezmę następną. Za 35g zapłacimy 107zł i uważam, że jest to cena jak najbardziej adekwatna do działania. BRTC możemy zakupić w sklepie AsianStore dokładniej tutaj.
A Wy dziewczyny, macie już swoje ulubione BB kremy? :)

18 lutego 2013

New babies

Kolejny raz pluję sobie w brodę, że nie jestem tu tak często jakbym chciała, ale niestety – siły wyższe odciągają mnie od planowania tutaj czegokolwiek. Nie obiecuję, że wrócę szybko i bezboleśnie, ale wrócę… dzisiaj miałam więcej czasu to zrobiłam trochę zdjęć do nowych recenzji, które ukarzą się w następnych dniach, albo może i dzisiaj ;) Jak nie będę zbyt zmęczona po siłowni.
Zakup miesiąca to lokówka Babyliss, co z tego, że codziennie prostuje włosy, nienawidzę własnych puszystych fal dunaju, ale mam nadzieję, że ta pozwoli zrobić mi te romantyczne fale ;) O ile się nauczę, bo kiedy przyszłam z nią do domu uświadomiłam sobie, że nie umiem się nią obsługiwać… hahaha, a to Ci psikus!
Ferrero Rorcher na walentynki… co prawda, nie spożywam tego typu słodyczy na co dzień, ale od święta mogę, bo przynajmniej ten produkt nie zawiera w sobie kilku linijek E w składzie, a ja odkąd przeszłam na dietę zmieniłam diametralnie swój styl życia w aspekcie żywności i nie tylko. Obecnie ważę 54 kg i mogę pochwalić się tym, że wbiłam się wczoraj w spodenki rozmiaru 36 i co najważniejsze - kupiłam je :D
Moje marzenie o Daisy w końcu się ziściło, a to za sprawą Vex której ten zapaszek totalnie nie przypadł do gustu i chciała pozbyć się go szybciej niż szybko w totalnie nienaruszonym stanie i z ceną za 100ml jakiej odmówić się nie dało.
Będę szczera... Po półrocznym próbowaniu olejowania, wcierania, naturalnej pielęgnacji miałam dość. Moje włosy wyglądały jak snobek siana, twarde, nie chciały się układać i za nic sobie miały to, że traktuje je samą naturą. Zaczęłam przygodę od nektaru termicznego, o którym już niedługo napiszę kilka słów więcej, jedno jest pewne, to najlepszy kosmetyk jaki miałam w ostatniej dekadzie! Leci do mnie teraz kąpiel do włosów, cement i serum. Moje włosy uwielbiają!

14 lutego 2013

I'm in LOVE with MAC pre + prime

Jakiś czas temu uraczyłam Was postem, w którym prosiłam Was o radę dotyczącą idealnego pudru matującego dla mnie. Długo rozważałam, aż w końcu w moje dłonie wpadł MAC pre + prime, którego o dziwo nawet nie brałam pod uwagę. Dziś wiem, że to był duży błąd. Czasem bywa tak, że ktoś skrada nam serce w minutę, ten puder skradł mi je w nanosekundę. Jako, że dziś walentynki – postanowiłam napisać właśnie o nim, moim sercowym wybranku, który nie rzuca skarpet pod łóżko i nie spędza dnia przed telewizorem ;) Podobno ideały się sprzedały, jednak muszę zaprzeczyć, nadal można je kupić w stałej ofercie MAC. A teraz mój wywód i kilka słów o tym jak bardzo go pokochałam i jaki jest tej miłości powód.
Zadanie powierzone MAC pre+prime:
Puder wykańczający makijaż dający efekt satynowej skóry. Niewidzialny puder, który utrwala makijaż, optycznie zmniejsza widoczność porów, zmarszczek oraz niedoskonałości. Dostępny w uniwersalnym, transparentnym odcieniu, który jest odpowiedni dla wszystkich odcieni cery.
Cóż… pierwsze co przychodzi mi na myśl by opisać ten puder to satyna!  Puder daję prześwietny efekt satynowego wykończenia, aż się chcę zamruczeć Awww! Efekt zmatowienia nie jest na szczęście płaski, a sam puder wystarczająco utrwala makijaż a w szczególności podkład, w moim przypadku jest to  MAC Studio Fix SPF 15. Nie podkreśla porów, matuje na długo, u mnie jest to czasem aż 8-10 godzin bez poprawek. Nie wchodzi w załamania skóry, jest lekki, niewyczuwalny na buźce, idealne się rozprowadza i kocham codziennie rano omiatać sobie nim twarz ;) Nie wchodzi w zmarszczki i nie tworzy nieprzyjemnej do zniesienia skorupy. Zdecydowanie nie wysusza twarzy, tak jak to miało miejsce u mnie przy stosowaniu próbki słynnego Kryolanu. Puder delikatnie rozświetla twarz, jest nienachalny i idealnie stapia się ze skórą, bez efektu gejszy. Idealnie sprawdza się jako wierny towarzysz nocnych tańców, co jest jego naprawdę wielkim plusem, zważając na to, że ja wcześniej po godzinie potańcówek świeciłam się jak bombka na Boże Narodzenie. Bardzo także podoba mi się wieczko i samo kartonowe opakowanie pudru z drobinkami brokatu, dzięki temu wygląda on bardziej ekskluzywnie i czarująco.
Jestem naprawdę oczarowana tym produktem, myślę, że osoby posiadające cerę tłustą i mieszaną uznają go za cud po pierwszym użyciu. Uważam, że jest to produkt którego warto spróbować, a co więcej jeżeli poszukujecie idealnego matu – kupcie go koniecznie! Jego wydajność również Was zachwyci. Obecnie nie wyobrażam sobie bez niego codziennego makijażu. Teraz śnię o jego bracie w kompakcie do torebki :)
A Wy dziewczyny, miałyście już do czynienia z MACowym cudem? Jakie są Wasze doświadczenia z matującymi kompanami? 

13 lutego 2013

Kitty Cat ;)

Mimo, że ostatnio moja szafa zaczęła pękać w szwach, a ja nadal nie mam w czym chodzić, ciężko mi zmobilizować kogokolwiek w taką pogodę na zdjęcia. Dzisiejszy wypad był dosłownie kilkuminutowy i to co zaraz zobaczycie zrodziło się bardzo szybko, więc proszę wybaczyć pewne niedociągnięcia. Dzisiejszą królową zestawu jest kurtka z kocimi uszami, którą kocham nad wszystko. Ciepła, figlarna, złapana na maksymalnej promocji. Jeden z lepszych zakupów podczas tej zimy. Zobaczcie zresztą same ;)


 Kurtka/Asos Spodnie/Stradivarius Koszula/Zara Torebka/River Island Buty/Asos

Uprzedzę Wasze pytania, tak te buty są cholernie wygodne! :D Jestem totalną buciarą i kiedy zobaczyłam w swoim ulubionym sklepie, mowa tu o Asosie, to wiedziałam, że muszę je mieć :) Dziewczyny, a Wam jak się podoba dzisiejsza stylizacja? :) 

7 lutego 2013

It's good to be a bad girl!


Od MACowych pomadek jestem uzależniona odkąd posiadłam swoją pierwszą wymarzoną. Obecnie moja skromna kolekcja liczy sobie kilka wyrazistych, charakternych kolorów, bez których nie wyobrażam sobie życia. Kto raz spróbuję, już nigdy nie przestanie ich pragnąć ;) MAC w swoim stałym asortymencie ma ich dużo, sama nie wiem czy to plus czy minus, pewnie obydwa.  Kolejną moją zdobyczą, którą znalazłam pod choinką jest pomadka o nazwie REBEL. O Tak! To prawdziwa buntowniczka! Mocna, nasycona, nieustraszona o satynowym, połyskującym wykończeniu. Satyny mają to do siebie, że są bardzo mocno napigmentowane, kryjące i  trzymają się na ustach bardzo długo bez koniecznych poprawek co 5 minut, jednak mogą lekko wysuszać usta. Obecnie Rebel jest pomadką, używana i eksploatowaną przeze mnie najczęściej, bo idealnie sprawdza się na chłodne zimowe wieczory i nie tylko ;) Ożywianie zimy kolorami ostatnio jest moją misją.
A Wy co sądzicie o tym kolorze? Hor or Not? Lubicie się opatulać takimi kolorami podczas zimy? ;) Ja kocham!Kolejnym moim MACowym marzeniem jest full fuschia <3

4 lutego 2013

Wszystkiego po trochu ;)

Luty zaczął się ciężko… staram się ogarniać rzeczywistość mimo to i być tutaj nadal z Wami ;) Choć ostatnio na głowię mam turban wielkości Empire State Buliding  i muszę to wszystko unieść i jeszcze się nie przewrócić ;) Nie mam dziś głowy do recenzji, outfitów, wysilania się. Dlatego wrzucam post na szybko, o wszystkim i totalnie o niczym…tak żeby dać znać, że jeszcze tutaj jestem i za niedługo wracam :D
Sasha miała być moją miłością tak jak Lee Lee, psiknęłam się nią może z 3 razy... Nie jestem w stanie jej znieść, chyba do kogoś poleci...
Nadal opycham się moimi ulubionymi, najwspanialszymi ciasteczkami owsianymi. Dietetyczne love i zdrowe!
Do tego wynalazku zaczynam pałać szczerą i odwzajemnioną miłością! Takiego matu to ja w życiu nie widziałam! Recenzja niedługo.
Soczysta oranżada z etorba! Naprawdę świetna torebka. Jak mi się uda, to outfit w tym tygodniu z nią w roli głównej ;)
Miałam dość czekania w kolekcje na tą książkę w swojej bibliotece. W końcu kupiłam i przepadłam na wieki!
Na koniec zapraszam Was także do zakładki wyprzedażowej, gdzie m.in dodałam właśnie tą bluzkę ;)