7 sierpnia 2013

SHE - czyli elegancki szyk na plaży :)

Na spotkaniu blogerek w Nowym Sączu otrzymałam strój kąpielowy firmy SHE. Jest to pierwszy strój tej marki jaki posiadam i przyznam szczerze z nutką nadziei, że nie ostatni. Już kiedyś czaiłam się na ich stroje, ale ciągle były inne wydatki, teraz wiem, że warto wydać pieniądze na ich stroje. Totalnie spersonalizowane podejście do klientki, dostałam metkę na której było napisane, że strój został wyprodukowany specjalnie dla mnie, uśmiech pojawił się na mojej twarzy, kocham takie indywidualnie podejście w relacji firma-klient, to się ceni. Przede wszystkim muszę przyznać iż byłam totalnie zaskoczona faktem, że te stroje są tak wypieszczone! Mój jest wykończony skórzanymi elementami, które definitywnie dodają uroku i elegancji. Ozdoba która łączy miseczki pokryta jest 24 karatowym złotem, to się nazywa bajer! ;) W tym stroju można się poczuć naprawdę komfortowo i co najważniejsze, biustonosz jest tak skonstruowany, że podkreśla moje filigranowe piersi i sprawia, że nie wyglądają na tak małe jakie w rzeczywistości są :D SHE, jesteście wspaniali!
Dziewczyny, macie już swój strój od SHE? :)

5 sierpnia 2013

W słodkiej krainie Bath & Body Works

Długo słuchałam zachwytów nad Bath&Body Works i przyznam, że podchodziłam do nich z dystansem i przymrużeniem oka. Jednak te ochy i achy sprawiały, że coraz mocniej chciałam być w posiadaniu rzeczy z tej marki. Jedyny sklep mieszczący się w Warszawie nie napawał mnie optymizmem bo bywam w Stolicy tylko kilka razy w roku, jednak gdzieś tam w oddali tliła się bardzo nieśmiało nadzieja, że w końcu nadejdzie ten dzień i przekroczę próg BBW. Tak się finalnie nie stało, jednak  dobrze mieć koleżanki blogerki które sprawnym okiem wyłapują wszelkie promocje i za sprawą Ani z Bazarek Kosmetyczny otrzymałam swoje pierwsze kosmetyki z tej firmy i to dzięki niej poznałam swoją kolejną miłość podejrzewam, aż po sam grób ;) Kochanie, nie  gniewaj się, żelami się podzielę ;)
Pink Chiffon – żel, który skradł mi serce bardzo szybko ;) Otulający zapach kwiatów, ciepły, idealny na co dzień i to właśnie jego używam najczęściej, zapach utrzymuje się na skórze zadziwiająco długo jak na zwykły żel pod prysznic! Może jest niezwykły? ;)
Carried Away – zdecydowanie ulubiony zapach mojego bojfrenda, orzeźwiający, również kwiatowy, ale bardzo świeży, ideał na upalne dni które ostatnio nie dają mi spać.
Forever Red - sensualny, elektryzujący, tajemniczy idealny na randkę, taki według mnie jest Forever Red, którego uwielbiam używać na wieczorne wyjścia i nie chcę myśleć co będzie jak się skończy.
Fresh Picked - Zapach, który nie od razu przypadł mi do gustu bo początkowo w butelce wydawał się mdły i nijaki, jednak na skórze podczas kąpieli potrafi przeistoczyć się w soczyste jabłuszko.
Mój największy hit! Dla tej mgiełki zrezygnowałam z używania perfum i ciągle noszę ją w torebce, w życiu nie przypuszczałam, że mgiełka może dawać taki zapach i tak długo utrzymywać się na skórze!  Bath & Body Works, adoptujcie mnie!

Z pewnością to nie moje ostatnie zakupy w tym sklepie, mam nadzieję, że niedługo powstanie także sklep w Krakowie bądź Katowicach byleby był, whatever gdzie, byle bliżej niż stolica! 

Są tu jeszcze jakieś maniaczki BBW? Jakie produkty polecacie?

3 sierpnia 2013

I wanna wrap my hands around your neck, you're an asshole but I love you

Niczego tak bardzo nie potrzebowałam w ostatnim czasie jak resetu. Byłam niesamowicie drażliwa bo czułam, że to co tutaj robię nie idzie w kierunku w jakim chcę podążać. Zajęło mi trochę czasu ogarnięcie tego wszystkiego w głowie, zaczynam wdrażanie projektu, na moim blogu wcześniej najważniejszy był produkt i to był błąd – to ja jestem najważniejsza i tą drogą chcę podążać. Zawsze chciałam pisać coś więcej, o czymś więcej,  poruszać tematy nie tylko kosmetyczne, zupełnie nie  wiem dlaczego tego nie robiłam, chyba blokada była głęboko zakorzeniona w mojej głowie, strach przed wyjściem poza utworzony schemat i własne ograniczenia, koniec z tym!  Także możecie się spodziewać rewolucji, zmieni się układ bloga i przychylam się też do nowej nazwy bardziej spójnej ze mną i z działalnością jaką chcę prowadzić, mam nadzieję, że te zmiany wyjdą na plus. Najważniejsze, abym to ja się tutaj dobrze czuła to i wtedy Wy to poczujecie.
Dziś moja  fotorelacja ze spontanicznego wypadu do Krakowskiego Zoo. Jestem totalnym wiercipiętkiem, ciągle gdzieś biegam, jeżdżę i nie mogę usiedzieć na jednym miejscu dłużej niż krótką chwilę, dlatego mój facet ma ze mną totalnie przerąbane, ciągle w ruchu i ciągle gada, co za baba! ;) Na zdjęciach widać także drugiego mojego mężczyznę czyli mojego małego brata, który totalnie skradł mi serce i już wiem jak to jest tęsknić za kimś mocniej niż mocno kiedy się go nie widzi. Obecnie jest na etapie mocnego buntu i chęci bycia samodzielnym, dlatego wizyta w Zoo to był niezły sprint ;) Jednak jak wszyscy kiedyś się meczą i na niego przyszła pora, w końcu padł a ja mogłam rozkoszować się wolnym dniem z moim ukochanym.

Jak można zauważyć na zdjęciach moje włosy przeszły przemianę, obecnie odcień jest sporo jaśniejszy gdyż te zdjęcia były wykonane na drugi dzień po farbowaniu. Postaram się Wam pokazać finalny efekt w kolejnym poście, ale muszę przyznać, że w nowym kolorze czuję się po prostu świetnie!