15 lutego 2015

Love is in the air

Love is in the air - czyli za nami Walentynki. 85% ludzi facebooka było na sami wiecie czym. Reszta szlajała się po knajpach albo upijała podczas romantycznej kolacji w domu. Którą z tych osób byłam? - Żadną. Wyszłam na piwo ze znajomymi i chyba zapomniałabym o tym,  że to święto w ogóle istnieje gdyby nie to, że wszędzie wpadałam na czerwone serduszkowe balony i pary trzymające się za ręce. Czy podzielam idee walentynek? Niekoniecznie, choć nie jestem z tych którzy uważają, że życie to sielanka i trzeba srać serduszkami na prawo i lewo bo inaczej jest źle. Wszędzie zdarzają sie zgrzyty, rozbite kubki, kłótnie czy ciche dni.  Nieważne ile macie lat, miłość zawsze będzie wymagała wyrzeczeń i wiele worów samozaparcia, bo nawet jeżeli przez 50 lat było dobrze to może być ten jeden jedyny czarny rok który wywróci wszystko do góry nogami. Dlatego trzeba walczyć, nie ze sobą, nie z drugą osobą ale z przeciwnościami losu o miłość, uczucie największe i najszczersze. To miłość może nadawać sens życiu, tempo i nieco słodszy smak - co z tego, że czasem będzie nieznośna, co z tego że czasem będzie brakowało nam sił. Nie wyrzucajmy niczego do kosza bo przecież żyjemy w czasach w których recykling miłości też jest możliwy.

11 lutego 2015

3 powody dla których wszyscy lecimy na Greya

Od pewnego czasu Greyomania zaczyna przybierać coraz większe rozmiary, niebezpieczne rozmiary. Zaczynam się powoli obawiać, że Grey wyskoczy mi z lodówki, albo znajdę go za sałatą, albo na targu... koło Hanny Montanny! Tym razem nie szaleją dzieci, nie ciągną swoich rodziców za rękę, nie płaczą i nie rzucają się na ziemię w histerii, że nie dostali piórnika, breloczka, świeczki czy papieru toaletowego ze swoją idolką. Tym razem szaleją dorośli - czekają... czekają i wykupują wszystkie bilety do kina na co najmniej miesiąc po premierze filmu!  Może trochę przesadziłam, jednak na tydzień po dostanie się na seans graniczy póki co z cudem. Dlaczego tak wszyscy lecimy na Greya?

10 lutego 2015

Luksus zamknięty w pudełku od Diora


Są takie rzeczy w życiu które usilnie chcesz posiadać, myślisz o nich, marzysz o nich i w końcu dążysz do tego aby je mieć. To tyczy się każdego aspektu naszego życia - awansu w pracy, skończenia dobrej szkoły czy po prostu prozaicznego chcenia aby dobrze wyglądać ale nie poświęcać na ulepszanie siebie makijażem 2,5 godzin dziennie. Niestety...znam przypadki kobiet które żeby wyjść z domu poświęcają koło 3 godzin aby w ogóle mogły z niego wyjść. Absurd! W czasach gdzie rynek kosmetyczny jest tak rozwinięty poświęcanie więcej niż 15 minut na poranny makijaż jest stratą czasu. Żeby wyjść potrzebuję tylko magicznej piętnaski. Podkład, rzęsy, róż i zoom na oczy! Oczy w moim makijażu zazwyczaj są najważniejsze - małe, z opadającymi powiekami potrzebują solidnego podrasowania. Zazwyczaj używałam do tego procesu jedynie eyelinera i białej kredki Dior na linię wodną, z czasem przestało mi to wystarczać - potrzebowałam czegoś, co doda moim oczom charakteru a mimo to będzie wyglądać estetycznie i codziennie. Udało mi się coś takiego znaleźć.